Ile tak naprawdę NAPRAWDĘ wydaje na życie yuccie – następca hipstera?

Przeczytałam dzisiaj artykuł opatrzony ładnym obrazkiem na Warszawa w Pigułce. I szczerze mnie trochę przytkało.
(źródło: Warszawa w Pigułce)

 

 

Zdaje się, że yuccie to gdzieś tam nowe określenie, które poniekąd ma opisywać część moich znajomych. Ale „poniekąd”, ponieważ to słowo oczywiście wywodzi się z USA. Wymyślił/spopularyzował je jakieś półtora miesiąca niejaki David Infante, który mieszka nie gdzie indziej jak w NYC (niu jork siti).

Wiadomo, że w Stanach żyje się nieco inaczej niż w Polsce. A już na pewno w Nowym Jorku żyje się inaczej niż w naszych miastach. Czy więc na pewno Warszawiak może być yucciem?

Ale nie to najbardziej mnie rozzłościło. Autor artykułu, Michał Wierzbicki, chyba najwyraźniej kopiując grafikę z Kokos.pl nie pokusił się zajrzeć na stronę żadnego sklepu internetowego ani chyba nigdy nie wynajmował mieszkania w Warszawie, bo prawda jest taka:

Jakiś procent młodych i kreatywnych jest naprawdę obrotna i stać ich na obiadki na mieście i telefony najnowszej generacji. Być może część z nich miała też na start pomoc od rodziców, którzy np. zadbali by ich dziecko miało, gdzie mieszkać. Ale Ci „yuccie” nie są przecież idiotami.

Może i kupią lemoniadę za 12 zł, bo płacą też za klimat w miejscu, które wybrali na spotkanie, ale gwarantuję, że potem w sobotę kupią browar w Biedronce i pójdą nad Wisłę. Zamiast pójść do fryzjera dla bogatych pań po 40, gdzie farbowanie kosztuje 400 zł, udadzą się do swojego „yuccie” fryzjera, który otworzył własny biznes pół roku temu i nie naliczy im stawki z kosmosu, a nawet jeśli zapłacą powyżej 250 zł to potem w piątek odwiedzi ich na kolację z dobrym winem.

Trampki coversy lub najeczki „yuccie” kupi na przecenie albo wykorzysta kartę rabatową od znajomej stylistki. Na pewno nie będzie płacił za te pierwsze 400 zł jak sugeruje autor artykułu.

Niszowe perfumy – hmmm… Mój znajomy ma takie, bo dostał je za darmo na otwarciu butiku. Reszta kupuje na promocji w Hebe. Calvin Klein za jakieś 100 zł to rozsądna cena.

„Yuccie” bardzo chętnie mieszkają w blokach. W kamienicy też, ale czasami. Przed 30-stką praktycznie zawsze mają współlokatora, więc raczej nie wyłożą 2000 zł na czynsz. A zresztą kawalerkę blisko centrum da się wynająć za jakieś 1200-1300 na luzie. Trzeba tylko trochę pogrzebać w internetach. Zachęcam autora tekstu do poszukania.

Rower „yuccie” wcale nie musi kosztować 2000 zł. „Yuccie” słyszał o Allegro i OLX. Poza tym mając rower może zaoszczędzić na paliwie lub karcie miejskiej. I to kilka stówek.

„Yuccie” swój śliczny telefon kupił wraz z abonamentem za 100 zł. Ewentualnie sprzedał telefon, który dostał od sieci i kupił sobie iPhone’a. 3000 zł to mocno przesadzona cena.

Tak więc drogi autorze artykułu i autorze rysunku: 7000 zł to mocno przesadzone wyliczenie.  Ja proponuję:
700 zł – lajf na mieście (jedzenie, ale i koncert)
150 zł – fryzjer
700 zł – rower
100 zł – smartfon
400 zł – ciuchy (coś ze sklepu, coś z lumpa)
300 zł – buty
800 zł – mieszkanie

Wychodzi mi mniej niż 7 koła. No i pamiętajmy, że roweru, telefonu i butów nie trzeba kupować co miesiąc.

 

 

 

7 dodatków przez które wyglądasz jak szmaciarz.

Moda to ciężki temat. Szczególnie jeżeli traktujesz modę na serio to masz przechlapane. Ja osobiście nie mam pojęcia czy bransoletkę w kolorze szarobeżowym można zestawić z półprzezroczystą bluzką, spod której wystaje stanik w panterkę. To zbrodnia? A może to trendy? Czy to już passe?
Nie o tym mam zamiar pisać. Uważam, że noście co chcecie tylko wyglądajcie światowo. Jak wybieracie stylóweczkę na bezdomnego to proszę, żeby to był hobo z NYC.

Oto 7 dodatków, które zrobią z Was szmaciarza, więc lepiej ich unikać:

1. Brzydkie skarpety.
Skarpety w kolorach ziemi i sraki. Z rozciągniętymi ściągaczami albo wrzynające się w nogi. Także białe, mocno sprane z wystającymi nitkami przy logo. Rajstopowe, beżowe z zaciągniętymi oczkami.
Z brzydkimi skarpetami nawet garsonka od Chanel będzie wyglądała jak bazar.

2. Za ciasne spodnie.
Nie ważne czy mówimy o spodniach garniturowych, dżinsowych czy legginsach. Jeżeli wystaje nam przedziałek (ten na dole pleców), robią się na po bokach wałeczki, widać nam więcej kostki lub łydki niż zamierzone albo wcina nam się szew w krocze to żadna marynarka, top ani szpilki za 1000 zł nas nie uratują.

3. Złote lub srebrne łańcuszki z komunii.
W symbolach religijnych nie ma nic złego. Jeżeli odczuwacie potrzebę noszenia przy sobie podobizny Maryi lub Jezusa to spoko. Ale może warto, żeby ukochany medalik dostał nowy łańcuszek? Krótszy lub grubszy, bardziej pasujący do Was? W internecie czy u Jubilera można znaleźć też coś zupełnie nowego i bardzo estetycznego. Naprawdę to nie grzech nosić przy sobie religijny symbol, który prezentuje się dobrze.

4. Beżowe buty.
Beżowe buty, aby wyglądały ładnie, powinny mieć naprawdę odlotowy lub hiperklasyczny krój. Beżowe klapki, beżowe półbuty z kwadratowym czubkiem i beżowe kozaki zimowe na zgniło-zielonym koturnie zawsze będą wyglądały koszmarnie.

5. Intensywnie fioletowa koszula.
Nie ważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Ten kolor jest zakazany. Jeżeli masz jasne włosy albo „znikniesz” w tym kolorze albo będziesz wyglądać jak ciotka-klotka. Kolor ten jest dopuszczalny wyłącznie w trzech wypadkach: idziesz na kicz-party, jesteś ciemnym Włochem i masz złoty łańcuch, jesteś księdzem w stroju żałobnym.

6. Brzydka torba.
Torba na laptopa stylizowana na blaszaki pod Pałacem Kultury lato ’99. Plecaki firmy no name z plastikowymi suwakami w kolorze szaro-burym. Torebki ze skaju z marszczeniami i asymetrycznymi klamrami. Torby w kolorze spleśniałej oliwki z kwiatowymi i cekinowymi ozdobami. „Kobiece” „włoskie” z „licowej skóry” w kształcie wymiętego trapezu z „ekscentryczną” falbanką i dużą ilością bocznych kieszonek. Lepiej chodź z siatką IKEA albo zwykłą bawełnianą torbą na zakupy za 5 zł.

7. Brak kultury.
Przeklinanie bez powodu. Wulgarne seksistowskie teksty. Brak dziękuję, poproszę i przepraszam. Wpychanie się w drzwiach. Niesympatyczny wyraz twarzy. Prostackie gesty. Brak szacunku dla kelnerów, sprzątaczek, ochroniarzy, obcych na ulicy i podwładnych. Grożenie i agresywna postawa.
Nie ważne czy masz na sobie garniak za 4 koła czy spódnicę za 2,5 tysiąca. Jeżeli zachowujesz się jak cham to żadne skarpety nie sprawią, że będziesz kimkolwiek więcej niż szmaciarzem.

5 oznak, że pracujesz za dużo.

Takie mamy realia, że pracować trzeba. Ale czy Twoja praca nie zdefiniowała już całego Twojego życia?

5 oznak, że pracujesz za dużo.

1. Nie byłeś na sporcie od 2 tygodni.
To wspaniale, że Twoja firma ma tę przewagę nad innymi, że oferuje w super cenie multisporta. Być może nawet zdecydowałeś się na coś bardziej fensi i kupiłeś sobie też karnet na jakąś luksusową siłkę z prywatnym trenerem. Nie wspominając o ładnej macie, rowerku treningowym czy super butach do biegania, które obrastają kurzem. Może to czas na znalezienie pracy gorzej płatnej, ale z naprawdę wolnymi wieczorami i weekendem? Gdybyś wychodził z „fabryki” o 16 to miałbyś motywację nawet do samodzielnego treningu w parku, nie?

2. Nie rzucisz pracy, bo chcesz robić karierę w swojej branży. Jednocześnie nie awansowałeś od dwóch lat.
Kariera jest ważna. Szczególnie w Twojej branży. Wiadomo, że awans nie przychodzi sam. Ale jeżeli dwa lata ciężkiego zapieprzu przełożyły się wyłącznie na 5% podwyżkę to może czas usiąść i się zastanowić. Możliwe, że nie tędy droga. Możliwe, że nie miałeś czasu dojść do takich wniosków, bo wychodząc z pracy po 20 masz ochotę wyłącznie odmóżdżyć się z browarem przed ulubionym serialem.
Nie ma nic złego w pracowaniu dużo, ale jeżeli „dużo” nie przekłada się na realne zyski to jest to „za dużo”.

3. Nie celebrujesz posiłków.
Oczywiście są kulinarni fetyszyści, którzy specjalizują się w świętowaniu nawet małej kanapeczki i kochają rytualizować każdy kęs. Są też ludzie, którzy nie zależnie ile mają czasu nie przykładają specjalnie wagi do tego co i jak jedzą. Jeżeli jednak wsuwasz lunch prawą ręką przez lewą stronę klawiatury od komputera, a na przerwie popalając papierosa podgryzasz batona to nie jest najlepiej. To co jemy, tak jak sen ma realne przełożenie na nasze zdrowie. A fast-food w ciągu 8 minutowej przerwy, nawet jeżeli ma kształt organicznej sałatki, na pewno jest kiepskim pomysłem.
Obstawiam, że gdybyś pracował mniej to miałbyś czas na przygotowanie w domu pysznej kanapki lub chociaż zjadłbyś z najbliższymi lub przyjaciółmi pyszną pełnowartościową kolację. Mając czas na samodzielnie gotowanie na luzie mógłbyś zarabiać kilka stówek mniej.

4. Jesteś singlem bez powodu.
Niektórzy chcą być sami z różnych powodów. Mogą mieć złamane serce, mogą też po prostu mieć taką koncepcję na życie. Jeżeli jednak od miesięcy nie poznałeś nikogo interesującego albo każda randka kończy się porażką w ciągu 1 do 30 dni to być może pracujesz za dużo. Stworzenie relacji wymaga pewnego wolnego kapitału uwagi, którą możemy poświęcić drugiej osobie. Związek to nie bar szybkiej obsługi: „Zamawiam miłość”. Chcąc się szczęśliwie zakochać lepiej mieć możliwość na spotkania nie tylko w piątek wieczór na drinka w centrum.
Oczywiście na pewno jest kilka małżeństw, które tak się poznały i wyłącznie tak randkowały do ślubu, ale jeżeli będziesz mieć czas na realizację swojego hobby i na spontaniczne pójście do parku w środę i do muzeum w czwartek to dajesz sobie dużo nowych możliwości. No i mniej pracując na pewno będziesz lepszym partnerem do rozmowy.

5. Chorujesz częściej niż kiedyś.
Zwolennicy new age powiedzą, że wszystkie choroby wynikają z naszego nastawienia, z braku higieny emocjonalnej i nieszczęśliwego życia. Trudno ocenić czy faktycznie raka można dostać z powodu frustracji. Nie wnikam. Na pewno jednak nasilone alergie, przeziębienia, anginy i grypy boleśniej dotykają osoby przemęczone.
Bóle kręgosłupa i nadciśnienie też mogą być sygnałem, że czas zmienić pracę na inną. Bo co z tego jeżeli dzięki dobrej pracy stać nas na prywatnego lekarza i dobre leki jeżeli w ogóle byśmy ich nie potrzebowali mając gorzej płatną pracę, w której nie byłoby takiej presji…

Pracujesz za dużo? Pewnie myśli sobie teraz, że moją radę by iść do innej pracy powinnam sobie wsadzić do kieszeni. Być może masz rację, bo Cię nie znam, ale…

Mam świadomość, że czynsz w dużym mieście to nie przelewki, a z mamą przecież nie zamieszkasz. Być może musisz też spłacać jakiś kredyt. Ale zastanów się czy może gorzej płatne zajęcie, próba rozkręcenia własnego biznesu albo branie mniejszej ilości klientów Cię nie uszczęśliwi. Ile faktycznie zdrowia i bezsensownych wydatków kosztuje Cię praca, w której codziennie masz nadgodziny. Zastanów się czy Ci się to opyla.

10 typów warszawskich rowerzystów.

1. Speed King.

Speed King jest modnie ubrany. Obowiązkowo ma fajne oksy. Jego fryzura wygląda jak z żurnala. Ma gdzieś 23-35 lat. W żadnym wypadku nie ma kasku, a często i dzwonka. Jego rower służy do ścigania się z 50-latkami, którzy nie przekraczają szybkości 16 km/h. Zgodnie z prawami fizyki by mijanki były skuteczne musi przekroczyć 50 km/h lub przynajmniej szybkość świata. Oczywiście każde szaleństwo ma granice. Może i przejedzie skrzyżowanie na czerwonym świetle, ale szczęśliwie nie wbija się na chodnik i nie walczy z kierowcami autobusów.

2. Pędzący dresiarz.

Mając odpowiednie obuwie sportowe i wygoloną głowę można poczuć się panem miasta. Dla pędzącego dresiarza nie ma podziału na chodnik, ścieżkę rowerową i jezdnię. Jeździ tak jak żyje czyli tak jak lubi. Często gna między staruszkami na chodniku, wymija je szerokim łukiem zajeżdżając na ulicę. Trudno powiedzieć czy robi to dla sportu czy przed kimś ucieka. Lubi też od czasu do czasu odchylić się do tyłu i pokazać swoje akrobatyczne zdolności jadąc bez trzymanki.

3. Weteran Tour de France.

Weteran Tour de France ma ukończone 50 lat, ewentualnie wygląda jakby tyle ukończył. Niektórzy mają 6 lub 7 dyszek na koncie. Wyróżniają się z tłumu wyjątkowo starannym strojem. Lycra to ich druga skóra, koszulka musi mieć jakąś taką kieszonkę na plecach, kask opływowy kształt, a buty koniecznie na rzepy. Ponieważ miasto to nie tor wyścigowy szosówki odpadają. Rower weterana jest porządnym góralem z resorami, licznikiem, odblaskami. Weterani jeżdżą ostrożnie i nie za szybko. Są bardzo sympatycznymi uczestnikami ruchu.

4. Krypto-Szpanerki.

Dziewczyny w wieku 20-35 lat. Pracują pewnie w korpo, ale takim trochę lepszym. Coś w stylu agencja koncertowa, biuro reklamy, public relations. Dzięki temu mogą sobie pozwolić na nieco bardziej swobodny strój. Lubią dżins z Zary, jedwabne bluzki i najmodniejsze w tym sezonie tuniki i szorty. Spod słomkowego kapelusza i ekstrawaganckich ciemnych okularów wystają im starannie ułożone kosmyki włosów ułożonych na sól morską w żelu. Dla podkreślenia wyluzowanego stylu zakładają zazwyczaj tenisówki a la bazar z lat 90. kupione w Hego’s albo nie zbyt wyzywające sandały z grubymi rzemykami na niewielkim obcasie. Do tego pod kolor dobrany rower trochę miejski, trochę holender, trochę retro, trochę nie. Liczy się kolor i lekkość formy.

5. Biznesmen z Tornistrem.
6. Następcy Pawła Poncyljusza.

Mężczyźni w garniakach na dwóch kółkach mogą wyglądać super i do dupy. Paweł Poncyljusz (pomińmy jego polityczną karierę) na rowerze miejskim/holenderskim prezentował się wspaniale. Był chyba pierwszą osobą publiczną, która na swoim bicyklu wyglądała elegancko i bezpretensjonalnie. Miał świetnie skrojony garnitur (modny, ale i pozwalający na swobodę ruchu) i ograniczoną ilość dodatków. Tak trzymać! Niestety niektórzy mężczyźni, którzy pragną być trendy i eko zapominają, że z pękającymi na tyłku spodniami i z torbą na laptopa wyładowaną po brzegi lub tornistrem gniotącym marynarkę niestety nie osiągną tego samego efektu.

7. Kurierzy Rowerowi.

Kurierzy rowerowi dzielą się na hipsterów i tych, którzy mają wyj***ne. Łączy ich minimalizm stroju, specjalne torby i plecaki kurierskie oraz zwiększony nacisk na praktyczne niż ładne. Kurierzy hipsterzy oczywiście uważają, że praktyczne jest ostre koło, bo lekkie i łatwe w naprawie, a ci drudzy preferują wyprofilowane siodełka i przerzutki, bo komfort jazdy i mniejsze zużycie energii. Tak czy inaczej, ponieważ znają przepisy drogowe i nie boją się samochodów rzadko spotkamy ich na ścieżce rowerowej, bo prują ulicami.

8. Pracownice Mordoru.

Pracują na gorzej płatnych stanowiskach i nie stać je na zabiegi odsysania tłuszczu ani na auto z klimatyzacją z  rocznika 2014. Rower jest ich jedyną szansą na zaznanie trochę sportu za niewielkie pieniądze. W zależności od lokalizacji biura wybierają rower Veturilo albo rower własnościowy.
Na ulicy wyróżniają się zmęczoną twarzą, uprasowaną koszulą i butami na obcasie.

9. Tata na Gigancie.
Ma sprawny ładny rower z fotelikiem dla dziecka, ale aktualnie pociecha jest w przedszkolu lub na wakacjach. Tata, obowiązkowo w okularach w grubej oprawce albo przynajmniej w beżowych spodniach typu casual friday mknie zazwyczaj zygzakami rozmawiając przez komórkę.

10. Ciocia na Fajrancie.

Kobieta w średnim wieku, która odchowała dzieciuchy, a wnuków jeszcze pewnie nie ma, więc ma czas na tak zwany relaks. Jest jak goście z Easy Rider. Nie wie gdzie jedzie. Nie liczy godzin ani dni. Jest tylko ona, rower i ścieżka. Zdarza się, że nie zauważa też innych rowerzystów i zatrzymując się przed światłami uniemożliwia pozostałym rowerzystom wyprzedzanie. Jednak jej starannie ułożone włosy i zaprasowane w kancik półelastyczne-półeleganckie spodnie powodują, że nie można się na nią gniewać.

Jakich dziewczyn szukają chłopaki?

W dzisiejszych czasach znalezienie sobie chłopaka to wcale nie taka łatwa sprawa. Różne tindery, fejsbuki, spottedy równie ułatwiają jak i utrudniają sprawę. Dostęp do potencjalnych narzeczonych jest ogromny. Jednocześnie nic z tego nie wynika, bo wszystkie mądre psychologiczne książki o wyrywaniu dezaktualizują się w tempie nadzwyczajnym. Co kilka miesięcy diametralnie zmieniają się mody dotyczące naszych słit foć i wzorów naklejek. Bardzo trudno się połapać, przez co łatwo zawalić sprawę.
Jeżeli jednak uda nam się przez internetowy gąszcz słów, obrazków, emotikonek i powiadomień przebić się do potencjalnego chłopaka to warto wiedzieć czego on szuka.

1. DZIEWCZYNA MUSI BYĆ ZUPEŁNIE INNA NIŻ ICH MAMA.
Mamy z lat 80. i 90. nie chrzaniły się już w udawanie głupszych niż ich mężowie. Były więc bardzo zaradne. Potrafiły same nie tylko ustawić programator w pralce, ale i zarabiać na dom, używać wiertarki, młotka i szlifierki. Ich synowie nie musieli więc ogarniać tych różnych przyziemnych rzeczy. Czują się więc bardzo niemęsko przy laskach. Dziewczyna, w przeciwieństwie do ich matek, powinna pozwolić im przynajmniej obsługiwać samodzielnie pilota i klucz rowerowy. Przecież oni są dorośli i chcą poczuć się jak mężczyzna!

2. DZIEWCZYNA MUSI BYĆ ZUPEŁNIE TAKA JAK MAMA.
Z jednej strony okropne są te współczesne agresywne kobiety, które pouczają jak matki zamiast podziwiać chłopaka jak młodego boga. Z drugiej strony to jest totalnie przyjemnie jak nowy mebel z IKEA magicznie sam się składa. Wspaniale też dzięki swojej dziewczynie nigdy nie mieć w życiu styczności z uszczelką. No i jeszcze tak zwany „skedżual”. Jak laski mówią o której co ma się zrobić i gdzie być, planują wakacje i kolacje to chłopaki od razu czują się bezpieczniej i spokojniej.

3. DZIEWCZYNA MUSI WYZWALAĆ SZALONE EMOCJE.
Jeżeli widząc pannę chłopak nie czuje, żeby zbliżał mu się stan przedzawałowy to raczej nic z tego nie będzie. Możliwe, że spotka się z dziewczyną parę razy, ale nie… nic z tego nie będzie.

4. DZIEWCZYNA NIE MOŻE POWODOWAĆ SZALEŃSTWA.
Jeżeli widząc pannę chłopak czuje, że zaraz wysiądzie mu pikawa z emocji to na pewno lepiej się z taką dziewczyną nie spotykać. Bo na 100% będą kłopoty.

5. DZIEWCZYNA POWINNA DOBRZE WYGLĄDAĆ.
Generalnie powinna być super dupą.

6. NIE MOŻE BYĆ ZA ŁADNA.
Nie powinna jednak ociekać seksapilem, bo to zawsze budzi lęk.

Dostosowanie się do powyższych nie jest łatwe. Polecam więc osobom, które szukają chłopaka na stałe po prostu starać się być sobą. Jeżeli ktoś zaakceptuje nas takimi jakimi jesteśmy to mamy szansę na długi i udany związek.

Jak zwalczyć nieświeży oddech, wygrać ze śmierdzącą pachą i nadać brudnym włosom szyk w kilka chwil? – JEŻELI ŁATWO SIĘ OBRZYDZASZ NIE CZYTAJ

Wakacje to piękny czas kiedy wszystko może się zdarzyć. To również okres kiedy chętniej sięgamy po fajki i piwo. Skutkuje to zwiększonymi szansami na poznanie nowych ludzi lub poznanie lepiej osób, które są w naszym towarzyskim kręgu od dawna. Niechlujny wygląd lub zapach starego kapcia mogą jednak odstraszyć niektóre osoby. Jak w klubie, na polu namiotowym lub pociągu PKP doprowadzić się do porządku w kilka minut?

1. Nieświeży oddech.

Najlepiej mieć przy sobie listerin lub szczoteczkę i pastę. Ewentualnie tic-taci czy gumę do żucia. Niestety na barce, w klubie czy w azetesowskim ośrodku sportowym w nocy może być ciężko je zdobyć. Z pomocą przychodzą następujące techniki:

a. Przepłucz usta colą. Nie jest to najlepsze dla zębów, ale co robić jak zbliża się romantyczny całus?

b. Będąc w warunkach naturalnych poszukaj krzaczka mięty. Upewnij się, że nikt na niego nie sikał. Pożuj kilka liści.

c. Napij się herbaty.

d. Wypłucz usta wodą i wypij szklankę lub dwie wody przygryzając co jakiś czas język (aby zwiększyć produkcję śliny i oczyścić usta).

2. Śmierdząca pacha.

Lekki zapach świeżego potu może na niektórych działać jak afrodyzjak, ale już po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach spocona pacha zaczyna działać wręcz odwrotnie. Oto kilka pomysłów jak poradzić sobie bez dostępu do pełnego prysznica i pralki.

a. Najlepiej po prostu zdejmij koszulkę. Pachę chociaż trochę przewieje.

b. Wskocz do jeziora albo w umywalce szybko przepierz całą koszulkę, załóż na siebie mokrą i powiedz, że jest Ci tak gorąco! (pamiętaj, że w to, że Ci gorąco ludzie uwierzą tylko jeżeli jest powyżej 30 stopni)

c. Jeżeli koszulka miała starczyć jeszcze na cały następny dzień, a nie masz jej jak uprać to spryskaj ją na noc dezodorantem lub perfumami od wewnątrz pachy i powieś w miejscu, gdzie jest przeciąg.

d. Jeżeli będziesz nosić koszulkę drugi dzień z rzędu nie zapomnij o odpowiedniej higienie pachy. Umyj ją! W ostateczności chociaż chusteczką antybakteryjną.


3. Tłuste włosy.

Jeżeli nie masz dostępu do prysznica i szamponu pozostaje zrobić z brudnej głowy atut.

a. Posklejaj czymkolwiek do włosów (żelem, lakierem, pastą) końcówki by korespondowały zresztą fryzury. Udawaj, że masz specjalnie fryz z lat 90.

b. Posyp głowę mąką ziemniaczaną (odrobiną). Wyczesz mąkę. Powinno zadziałać tak jak suchy szampon.

c. Wskocz do jeziora i utrzymuj włosy mokre do zmroku. Tylko się nie zazięb.

5 zawodów, które powinno się wykonywać za darmo.

Wszyscy wiedzą, że matki, ojcowie i wolontariusze nie pobierają kasiorki za pracę, którą przecież wykonują wyłącznie z pasji.

Są jednak inne mniej popularne i oczywiste profesje, które nie widzieć czemu nadal są opłacane, a przecież nie powinny.

1. Dziennikarz.

Pisanie to Twoja pasja. Wszyscy przecież ciągle piszą maile, opisy i smsy. To, że Twoje rozrośnięte fejsbukowe statusy są gdzieś publikowane jako teksty, recenzje bądź felietony to wyłącznie przypadek (znajomości albo nadmiar wolnego czasu). Nagrodą za Twoją pracę są przecież te tony kosmetyków, płyt i książek, które dostajesz codziennie pocztą. Nie wspominając już o przekąskach na konferencjach prasowych. Poza tym codziennie, zupełnie za darmo, poznajesz nowych ciekawych ludzi, w tym sławy z Pudelka. Jeżeli masz jeszcze to szczęście i posiadasz pracową skrzynkę mailową, gdzie za małpą stoi nazwa znanego wydawnictwa, to z całą pewnością dostajesz jeszcze mnóstwo biletów do kina, na spektakle i targi zdrowej żywności. Papier toaletowy i bułki na śniadanie są Ci zupełnie zbędne, gdyż nie prowadzisz przyziemnego życia szarego człowieka. Nie potrzebujesz więc pensji.

2. Muzyk.

Grasz przecież dla przyjemności. I jeszcze masz darmowe piwo na barze jak masz koncert. Poza tym jesteś pewnie bogaty z domu, bo inaczej nie miałbyś kasy na lata nauki gry na instrumencie. Tak zwane „próby” przed koncertem to wyłącznie spotkania towarzyskie, na które poświęcasz stanowczo zbyt wiele godzin, więc jeżeli narzekasz na niskie zarobki to znaczy, że histeryzujesz. Ale bogaci z domu często tak mają. Wyjdź klubom, które organizują gigi, na przeciw. Zacznij się cieszyć, że w ogóle ktoś pozwala Ci grać. Nie miej ciągle doła, to takie artystowskie.

3. Nauczyciel.

Wiadomo: byłeś leniwy na studiach. Do tego stopnia leniwy, że nie udało Ci się zostać profesorem. Dodatkowe kursy, certyfikaty i studia podyplomowe masz tylko dlatego, że nie chciało Ci się iść do pracy. Do tego wszystkiego pracujesz tylko kilka godzin dziennie i ciągle masz przerwy. I masz jeszcze wakacje. To oczywiste, że każdy potrafiłby wykonać Twoją pracę. Opieka nad kilkunastoma lub kilkudziesięcioma uczniami w klasie to nic trudnego. Szczególnie jeżeli uczysz małe dzieci. Co to za problem wytłumaczyć im mnożenie w matematyce pilnując jednocześnie, żeby nie rozbiły sobie  głowy. Pewnie uczysz, bo nie możesz mieć własnych dzieci. Właściwie to Ty powinieneś/powinnaś płacić rodzicom za to, że pozwalają Ci siedzieć ze swoimi dziećmi.

4. Modelka.

Jeżeli masz mniej niż 20 lat to pracujesz na swoje nazwisko. Ciesz się, że przy takiej konkurencji ktoś w ogóle chce Twoją buzię na zdjęciach lub pokazie. Jeżeli masz więcej niż 20 lat to, aby być tak chuda, na 100% musisz nic nie jeść. Po co Ci więc kasa?

5. Fotograf/grafik.

Każdy może sobie zainstalować na kompie photoshopa. Usuwanie pryszczy to pryszcz. Zresztą zdjęcia na swoją stronę internetową można wziąć ze stocka albo zrobić samemu. Jeżeli ktoś jednak chce zamówić u Ciebie fotki albo projekt strony czy ulotek powinieneś być bardzo wdzięczny, że masz nową rzecz do portfolio, a nie marudzić o pensję. Ale podobnie jak muzycy masz z pewnością te swoje artystowskie odpały.