Tego nie kupisz za pieniądze

Rzucam pewną tezę. Być może jest to teza błędna, ale pragnę się z Wami podzielić refleksją.
Kiedyś podjęłam się pracy nad klipem. Z gronem świetnych specjalistów. Mieliśmy najprawdziwszy plan zdjęciowy jak w MTV the video (nie wiem czy ktoś pamięta jeszcze, że były kiedyś na tej stacji takie programy o muzyce), który różnił się tylko od planu pro brakiem busa z cateringiem. Udało mi się namówić fajnych ludzi do pracy za darmo. Teledysk niestety po dziś dzień nie powstał. Zawinił rozmach. Bo nawet jeżeli operator i kierownik produkcji zrzekną się pensji i nawet pozałatwiają wiele rzeczy za darmo to jakieś koszty na tak dużym planie zawsze się pojawią. Na etapie post produkcji zabrakło już siły, determinacji. Być może pomysł robienia green screena też nie był najlepszy… Chciałabym w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy pomogli. To było cudowne doświadczenie. I mam nadzieję, że kiedyś uda się ten klip skończyć, ale na razie nie stać mnie niestety.
To doświadczenie dało mi wiele do myślenia. Jeżeli teraz proszę kogoś o pomoc to proszę nie o pracę za free, tylko o danie mi pomysłu jak zrobić coś za free. Mój pierwszy klip nie generujący ŻADNYCH kosztów (chyba, że powinnam policzyć ile groszy kosztuje naładowanie baterii w komórce i 3 zł za koszulkę z lumpa) powstał w maju. Wzięłam po prostu do ręki telefon i nakręciłam sekwencje w lustrze jak tańczę w piżamie i jak tańczę w stroju numer 2. Zmontowałam to w Movie Makerze i ju. Wyszło coś, co mi się podoba. Nie jest to materiał do kina, ale kto ogląda teledyski w kinie? Ja oglądam na You Tube. Wczoraj poszłam podobnym tropem i tym razem z pomocą dwóch przyjaciół i z użyciem zamiast komórki cyfrowego głupka ruszyliśmy do akcji. Nie mogę napisać jeszcze co powstanie, bo chcę by to była niespodzianka. Ale wierzę, że tym razem nie polegniemy na postprodukcji, bo tutaj po prostu nie ma co kosztować 2000 zł.

Moje danie flagowe

Wczoraj moja znajoma, która ma bardzo fajną pracę i na codzień spotyka ludzi z Pudelka, pochwaliła moje muffiny i poprosiła, żebym jeszcze je kiedyś upiekła. Dzisiaj jest 30 stopni na dworze i nie chce mi się stać przy piekarniku, ale zamieszczam najpopularniejszy wpis kulinarny z mojego starego bloga. Smacznego!

Muffiny nie na słodko.

czas: 10-15 min + 20 min

koszt: mały – średni (w zależności od składników)

składniki na 12 muffinek:

  • dwie szklanki mąki
  • dwie łyżeczki proszku do pieczenia albo sody kuchennej
  • dwa jajka
  • szklanka mleka
  • 120 g masła

niezbędne do przygotowania:

  • foremki do muffinek (polecam silikonowe, te papierowe trzeba dodatkowo wysmarować cienką warstwą masła)

sposób przygotowania:

  • główna zasada: mleko z jajkami mieszamy w jednej misce, mąkę z proszkiem do pieczenia w drugiej razem z dodatkami (o dodatkach za chwilę), masło rozpuszczamy na małym ogniu w garnuszku
  • bardziej szczegółowo: mleko z dwoma jajami ubijamy trzepaczką
  • w dużej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia i dodajemy nasze ulubione “suche” składniki
  • jak dodatki polecam:
  1. ser feta drobno pokrojony + wiórki kokosowe (wymieszane wcześniej w osobnej miseczce z odrobiną oliwy z oliwek)
  2. ser feta + tuńczyk (wymieszany wcześniej z odrobiną oliwy z oliwek i sokiem z połówki cytryny) + oliwki + kukurydza + świeża natka pietruszki
  3. ser feta + papryka świeża pokrojona w kostkę + całe oliwki
  4. szynka lub polędwica wędzona pokrojona w kostkę + tarty parmezan (dużo parmezanu) + tymianek
  5. brokuły (wcześniej ugotowane, ale delikatnie by były sprężyste i pokrojone na małe kawałki) + parmezan
  6. parówki + świeża papryka pokrojona w kostkę
  7. skwarki z boczku + kukurydza
  • można oczywiście jeszcze wiele innych dodatków, dobrze sprawdziła się też w moich kulinarnych eksperymentach cebulka suszona, pomidory suszone z zalewy, marynowana papryka itp.
  • odradzam dodatki zbyt “mokre” lub higroskopijne: świeże pomidory, serek wiejski, ryż, makarony – poza tym co dusza zapragnie!
  • dodatki mieszamy z mąką tak aż wszystkie są w niej obtoczone
  • robimy z misce z mąką i dodatkami dołeczek na środku
  • wlewamy do niego mleko z jajkami i rozpuszczoną kostkę masła (w tej kolejności! masło dobrze też chwilę przestudzić, a nie prosto z ognia dodawać)
  • mieszamy trzepaczką lub dużą łyżką, ale tylko na tyle, żeby składniki się ze sobą połączyły, a nie tworzyły jednolitą konsystencję
  • gródki mile widziane, bo to dzięki nim ciasto rośnie
  • nakładamy do foremek (mniej więcej 4/5 pojemności foremki, bo ciasto urośnie)
  • pieczemy w około 220 stopniach 20 minut (w piekarniku z termoobiegiem w 200 stopniach)
  • po ostudzeniu gotowe do jedzenia! (na ciepło są niesmaczne i mogą zdawać się zbyt słone)